wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 12.

Skoro już tu jesteś to nie zaszkodzi Ci skomentować! To ogromna motywacja. :)

Zapukałam w białe drewniane drzwi i czekałam na jakiś znak, że mogę wejść. Za chwilę usłyszałam tylko zgrzyt zamka i zobaczyłam smutnego Harrego z łzami w oczach. Wtuliłam się w niego. Delikatnie głaskał moje plecy.
-Chodź do środka, pogadamy. - powiedział do mnie. Wtedy usłyszeliśmy wrzaski i zobaczyliśmy biegających po korytarzu chłopaków rzucających się żelkami. Jacy Oni są dojrzali!
-O, a co nasze gołąbeczki takie smutne? - zapytał Zayn.
-Mała sprzeczka, nie mamy czasu. - Harry pociągnął mnie za ręke. Usiadłam na łóżku, a On klęknął przede mną
-Skarbie, ja na prawdę tak nie myślę. Bardzo się cieszę, że zostaniemy rodzicami, proszę, nie gniewaj się na mnie. - gładził delikatnie moje knykcie patrząc mi w oczy.
-To dlaczego tak zareagowałeś? Mogłeś powiedzieć, że nie chcesz teraz o tym gadać. Poczekałabym.
-Wiesz, że szybko się denerwuje, myszko. - nie mogłam już wytrzymać, więc wtuliłam się w niego i pocałowałam.
-Ale pamiętaj, że nie chcę nigdy więcej takiego czegoś słyszeć. - pogroziłam palcem.
-Dobrze, dobrze. Umówiłaś się już do lekarza?
-O Boże! Zapomniałam, że jestem dziś umówiona! Która jest? - spojrzałam na zegarek.
-Mam jeszcze godzinę. Pójdziesz ze mną?
-No jasne. - cmoknął mnie w głowę. Położyliśmy się w łóżku i oglądaliśmy telewizję. Harry przeniósł swoje ręce na mój lekko zaokrąglony brzuch. Szczerze to wygląda mi On na 2 miesiąc. Gładził go delikatnie.
-Nie mogę uwierzyć, że za parę miesięcy zostaniemy rodziną. - odezwał się mój chłopak.
-Ja też nie, dziecko da nam nieźle popalić! - zaśmialiśmy się.
-Jak je nazwiemy?
-Może dla dziewczynki Darcy, a dla chłopca Josh?
-Świetne! Zbierajmy się, wstąpimy jeszcze na shake. - wyszliśmy z domu jeszcze inforumjąc o naszym wyjciu chłopaków.


*** 1 godzinę później ***

Siedziałam na fotelu czekając na USG, Harry trzymał mnie za rękę. Byłam zdenerwowana.
-Proszę podnieść bluzkę. - powiedziała uprzejma na oko 25 - letnia lekarka. Wykonałam jej polecenie. Nałożyła na mój brzuch zimną maź i zaczęłam wykonywać badanie. 
-Hmm, a więc tak. Tutaj widzą państwo jest główka! - powiedziała radośnie.
-Harry, widzisz, Boże... - ścisnęłam jego rękę. Czułam łzy wzruszenia.
-A tak bije serduszko państwa dziecka... - usłyszeliśmy głośne i szybkie bicie serduszka naszego maleństwa.
-Który to miesiąc? - spytał Hazz.
-Początek 3, a w 6 już będzie znajoma płeć dziecka. 
-A czy maleństwo jest zdrowe? - tym razem ja zadałam pytanie.
-Jak na razie rozwija się prawidłowo, ale nie, chwilka. - wpatrywała się w ekran.
-Widzę tutaj małe komplikacje. - wystraszyłam się. -Ale proszę się nie martwić, jak będzie pani chodzić regularnie do lekarza, czyli mnie, to postaram się, aby dziecko urodziło się zdrowe i żeby nie było większych komplikacji. 
-Boże... Ale wszystko będzie dobrze, prawda? - znów poczułam łzy, tym razem strachu. Harry ściskał moją rękę. Gładził moje knykcie.
-Miejmy nadzieję, zostawie państwa samych, niech pani wytrze sobie brzuch. Proszę się zapisać na następną wizytę w przyszłym miesiącu. Do zobaczenia. - wyszła.
-Wszystko będzie dobrze, skarbie. - wycierał mój brzuch z mazi, a następnie go pocałował. 
-Boję się, że maluszek będzie chory, nie przeżyję tego Hazz. 
-Musimy mieć nadzieję, że będzie zdrowe. Chodź do domu, odpoczniemy.
                     *********************************
ok. 20 komentarzy = next
Podoba Wam się? = komentarz! :)

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 11.

Skoro już tu jesteś to nie zaszkodzi Ci skomentować! To ogromna motywacja. :)

***Oczami Summer***

W jednej minucie Harry stał się strasznie spięty i uśmiech zniknął z jego twarzy.
-Co się stało? - zmartwiłam się.
-Nic. - widziałam, że zaciska pięści.
-Mów co się stało. - lekko podniosłam głos.
-Mówię, że nic! - wstał.
-Myślisz, że jestem głupia? Widzę, że coś się stało! - także wstałam i stanęłam na przeciwko niego. 
-Chcesz wiedzieć? Dobra! Dzwonił do mnie jakiś koleś grożąc, że zrobi coś Tobie i temu pieprzonemu dziecku! - wskazał na mój brzuch. Jego słowa mnie zabolały... ''Tobie i temu pieprzonemu dziecku'' te słowa wciąż chodziły po mojej głowie. Poczułam łzy w kącikach oczu. 
-Sama sobie tego dziecka nie zrobiłam! - wybiegłam z pokoju, ale zatrzymał mnie na korytarzu i obrócił mnie w swoją stronę.
-Zostaw mnie! Usłyszałam już wystarczająco! - wyrywałam się, ale On nie chciał mnie puścić.
-To nie tak! Ja tak nie myślę! 
-Wiesz? Czasem zastanawiam się, czy Ty w ogóle myślisz! Nie dotykaj mnie! - wyrwałam się i zeszłam na dół. Louis akurat wszedł do przedpokoju.
-Co się stało? - spytał mnie zmartwiony.
-Proszę, przytul mnie... - rozpłakałam się i już za chwilę byłam w objęciach Louisa. Głaskał mnie po głowie.
-Chodź, powiedz mi o co poszło. Słyszałem Waszą kłótnie. - zaprowadził mnie do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Lou podał mi szklankę wody. 
-Więc poszło o to, że Harry odebrał jakiś telefon, nie wiem od kogo i o co chodziło, ale zrobił się nagle taki spięty i nie wiem, zmartwiony? Spytałam o co chodzi, nie chciał mi powiedzieć, w końcu go przekonałam i mi powiedział, ale powiedział o słowo za dużo... Powiedział tak, cytuję: ''Dzwonił do mnie jakiś koleś grożąc, że zrobi coś Tobie i temu pieprzonemu dziecku!''. Wyszłam z jego pokoju, ale mnie zatrzymał i no i resztę już słyszałeś. - leciały mi łzy. -T...to nie moja wina, że jestem w ciąży! Sama sobie tego dziecka nie zrobiłam. - łkałam. -Zawsze myślałam, że Harry jest delikatniejszy, że nie powie mi od tak, że przeszkadza mu fakt, że zostanie ojcem! - płakałam, a Lou mnie pocieszał. Mówił o Harrym, że On tak nie myślał. Czasem wypowiada o kilka słów za dużo w złości. No, ale przecież to jego najlepszy przyjaciel więc będzie go bronić.
-Wiesz... Myślę, że musisz z nim porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Wiem, że zabolały Cię te słowa, ale MUSICIE pogadać. - nacisk na słowa ''musicie'' dało się wyczuć od razu. 
-Dobrze... - westchnęłam i poszłam na górę. Westchnęłam i weszłam do jego pokoju lekko pukając w drzwi.

          ****************************************

10 komentarzy = next