sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 2.

Skoro już tu jesteś to nie zaszkodzi Ci skomentować! To ogromna motywacja. :)

Miał rozciętą wargę, łuk brwiowy i podbite oko. Jego wygląd mnie zaniepokoił. Kto mu to... Alex! To na pewno ten idiota! Nie daruje mu tego. 
-Harry? - spytałam cicho. Momentalnie podniósł powieki. Lekko przetarł oczy i syknął. Zapewne z bólu.
-Dzień dobry słońce. Jak się spało? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
-Cześć. Dobrze. Wyjaśnij mi co Ci się stało i gdzie wczoraj byłeś... Czekam. - oparłam się o wygodne poduszki.
-Emm... No bo ten. Wpadłem na słup. - szybko uciął. Widziałam w jego oczach niepewność. Zastanawia się czy mu uwierzyłam. Odpowiedź brzmi nie.
-Aha, czyli przez 3 godziny wpadałeś na słup? Ciekawe. Harry, czy Ty masz mnie za idiotkę? 
-Nie no jasne, że nie. No dobra powiem Ci, ale proszę nie bądź zła. 
-Dobrze, a teraz do rzeczy.
-No bo ja poszedłem do Alexa się z nim rozprawić...
-Oszalałeś?! Przecież On jest nienormalny! Mógł Ci coś zrobić..  W sumie już zrobił.
-Zrobiłem to bo Cię... bo jesteś moją przyjaciółką. Nie chciałem, żeby coś Ci groziło. Przy okazji mam parę Twoich rzeczy. - przytuliłam go. 
-Dziękuję, jesteś kochany. Masz jakieś plany na dziś?
-Miałem zamiar zabrać Cię na spacer i lody. Masz ochotę? 
-Z chęcią, ale nie wiem czy dziś nie mam sesji. Poczekaj. - sięgnęłam ze swojej torebki notes z planem. 
-Dziś o 15. Harry chyba nici z tego. Jest 10 nie wyrobię się. Przepraszam.
-Nie szkodzi. - powiedział lecz wyczułam w jego głosie nutkę smutku.
-No chyba, że poszedłbyś ze mną? - podniósł swój wzrok na mnie.
Zauważyłam te urocze dołeczki towarzyszące każdemu uśmiechowi na jego twarzy. 
-No jasne, że chcę, ale najpierw zaproszę Cię na pyszny obiad. 
-No to jak mamy się wyrobić w czasie to ruszaj tyłek i się ubieraj! Pójdę wziąć prysznic, ok? - spytałam.
-Jasne. Ręczniki masz w szafce po lewej. - powiedział i zaczął powoli wstawać z łóżka. Jego dalszych poczynań nie widziałam, ponieważ zniknęłam za brązowymi drzwiami łazienki. Zdjęłam z siebie koszulkę Harrego i jego dresy, które od niego wczoraj pożyczyłam. Weszłam pod prysznic,  a już za chwilę gorąca woda oblewała moje drobne ciało. Mimo, że jestem modelką nie czuję się piękna. Sama nie wiem dlaczego. --Może dlatego, że nie masz kochającego chłopaka? Powiedział głos w mojej głowie. Tak. To na pewno dlatego... 
Uznałam, że powinnam już wychodzić. Wyciągnęłam ze wskazanego przez mojego przyjaciela miejsca ręcznik i wytarłam nim swoje ciało. Przypomniało mi się, że zapomniałam ciuchów. Owinęłam się szczelnie w ręcznik i weszłam do pokoju. Od razu przy drzwiach leżała torba z moimi ubraniami. W pomieszczeniu nie było Harrego. Pewnie poszedł na dół. Wybrałam jakiś zestaw. Otworzyłam jedną z szafek łazienkowych i znalazłam to czego szukałam, a mianowicie wodę utlenioną i gaziki. Całe szczęście, że mam dyplom udzielania pierwszej pomocy, bo inaczej nie wiedziałbym jak zacząć opatrzać mu tego typu rany. Schodziłam schodami, gdy usłyszałam głos Zayna. 
-Hej Summ. Wyspałaś się? - spytał z uśmiechem. 
-Tak. Dziękuję, a ty? 
-Wiesz chętnie pospałbym do 12, ale praca wzywa. - posłałam mu ciekawskie spojrzenie. 
-Jestem malarzem. - odpowiedział.
-No to może namalujesz mnie kiedyś? Hmm? - zapytałam z wyszczerzem. 
-No oczywiście! A Ty gdzieś pracujesz?
-Jestem modelką. - uśmiechnęłam się. Nie widział jego reakcji, ponieważ znaleźliśmy się już w jadalni, gdzie czekała cała reszta domowników. 
-O cześć. Siadaj. - zaprosili mnie. Harry podawał do stołu.

                                              *** 

-Nie ruszaj się. Nie zachowuj się jak dziecko, gamoniu. - śmiałam się.
-Pff... wypraszam to sobie. - udał focha. 
-Ojoj biedaczek. Dalej. Muszę dokończyć opatrzać Ci rany. Nie ma czasu.
-No dobra, dobra. Niech Ci będzie. Ogarnę się. - uśmiechnął się.
-No to możemy się szykować do wyjścia. - oznajmiłam, gdy skończyłam zajmować się jego ranami.
-Ja już jestem gotowy! A Tobie ile zajmie się szykowanie? 
-Z 30 minut max 40. - uśmiechnęłam się. 
-Tak długo?! - jego mina była bezcenna.
-Co długo? - zapytał Lou wchodząc z marchewką w buzi.
-Summer ma zamiar szykować się do wyjścia prawie godzinę! - powiedział śmiesznym tonem.
-Boże! Jestem kobietą. Mam prawo! -wyszczerzyłam się, a chłopcy się zaśmiali.
-No to leć na górę, bo nie zdążymy! - wciąż chichotali.
Pobiegłam uszykować się. Zrobiłam makijaż. Pomalowałam paznokcie. Zabrałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół. Chłopcy zajęci byli rozmową. 
-Możemy już iść. - oznajmiłam.
-A właśnie. Chłopcy i Dani też mogą iść? Nie mają co robić... - spytał niepewnie.
-No oczywiście, że tak! - powiedziałam uradowana.
Zapowiada się wspaniały dzień spędzony z najlepszymi ludźmi jakich znam.

                                          *************


Kochani! Podoba Wam się? = Komentarz.

Nie jestem zachwycona z tego rozdziału.
Pisałam na szybko, żeby dodać na czas.
Obiecuję, że następny będzie lepszy! <3

16 komentarzy:

  1. Boski czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo dobry czekam na nast. rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. BOSKI
    CZEKAM NA NEXT

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajoowy *-* i to ' Bo Cię... jesteś moją przyjaciółką' bylo swietne! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeku kocham tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, zostałaś nominowana do Liebster Award, szczegóły -> http://evilharrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział zapraszam do mn i licze na kom.;) http://ashley-louis-fanfiction.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  8. HEJ. Nominowałam cię do Liebster Awards ;3. Więcej szczegółów na stronie http://opowiadanieoonedirection1dlove.blogspot.com/p/liebster-awards.html ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy:) czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. 40 year old Human Resources Assistant IV Derrick Brosh, hailing from Noelville enjoys watching movies like Iron Eagle IV and Astronomy. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a Ferrari 330 TRI/LM Spider. Wiecej informacji o autorze

    OdpowiedzUsuń