wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 7.

Skoro już tu jesteś to nie zaszkodzi Ci skomentować! To ogromna motywacja. :)


***Oczami Harrego***

-Co Ty tu robisz ?!
-Przyszedłem po moją Summer.
-Po pierwsze Summi nie jest Twoja, a po drugie nie śledź nas i stąd wypierdalaj !
-Ojj chłopcze... Twoja dziewczyna i tak woli mnie. Sama do mnie zadzwoniła...
-Nie kłam idioto ! Spieprzaj stąd bo zawołam ochronę !
-Nie pójdę sobie, dopóki nie zabiorę stąd mojej własności.
-Czy Ty do jasnej cholery myślisz, że Ona jest jakąś rzeczą, którą możesz wpakować do walizki ?
-Tak, dokładnie tak myślę. Ta mała suka nie zasługuje na miłość.
-Powiedz tak o niej jeszcze razz, to kurwa nie ręcze za siebie ! - walnąłem go w ryj. Zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
-Pamiętaj tylko o jednym... Jak nie zabiorę jej teraz to zrobię to przy innej okazji kochasiu. 
-Nigdy, przenigdy nie pozwolę Ci jej tknąć. - wysyczałem.
-No jak chcesz. Nie zdobędę jej to Cię zabiję i wtedy będzie już tylko moja. 
-Oddałbym za nią życie, ale wiedząc, że będzie skazana na Ciebie ? Nigdy ! - w progu pokoju pojawiła się Summer. Alex wyciągnął broń. Cholera ! Wycelował we mnie. 
-Idź się pakuj albo w niego strzelę. - spojrzała ze łzami w oczach na mnie. Napastnik jej się przyglądał, więc wykorzystałem chwilę jego nieuwagi i powaliłem go na ziemię blokując broń. Powiedziałem Summer, żeby szybko zadzwoniła na policję. Po paru minutach
przyjechali i go zabrali. Złożyliśmy jeszcze krótkie zeznania i mieliśmy spokój. 
-Kochanie, porozmawiajmy... - zaproponowałem. Usiadła koło mnie ze skrzyżowanymi rękoma opierając się o oparcie.
-Słucham ? - powiedziała to tak obojętnie, że aż zabolało...
-Ja to wszystko przemyślałem... Nie chcę Cię stracić, więc poprawię się... 
-Nie musisz się poprawiać... Jesteś idealny, ale chodzi o Alexa. Nie możesz wyżywać się na mnie.
-Dobrze, dobrze. Rozumiem Cię, sam na pewno nie chciałbym być tak traktowany... - przytuliłem ją.
-Idź się ubierz, elegancko. - cmoknąłem ją w policzek.
-Gdzie idziemy ? 
-Zabieram Cię na kolację. - poszła na górę cała w skowronkach.

                                                                                 ***

-Skarbie wyglądasz tak... wow ! - usłyszałam schodząc po schodach.
-Masz szczęście, że zabrałam tę sukienkę ! -zaśmiałam się zakładając na siebie marynarkę.
-Ogromne szczęście. Chodź piękna. - złapał mnie za ręke i poprowadził do drzwi. Wyszliśmy z hotelu. Szliśmy już dobre 20 minut, a mnie zaczęły boleć nogi. Mogłam nie brać szpilek...
-Harry... Daleko jeszcze ? Nogi mi odpadają ! 
-Trzeba było brać takie szpile ? 
-No ej no, bo patrz jak pasują do tej sukienki. Nie wiesz, że beż pasuje do takiego wzoru ?
-Nie ? - powiedział śmiesznie.
-To teraz już wiesz ! Zamów taksówkę, bo nie dam rady iść. 
-Nie. - wziął mnie na ręce jak panne młodą.
-Debilu zmęczysz się. Jestem ciężka.
-Ile ważysz ?
-45 kg.
-Kochana, czy Ty myślisz, że jestem takim słabiakiem, że nie uniosę 40 kg ? 
-A czy ja to powiedziałam ? 
-Za chwilę będziemy. - zmienił temat.
Staliśmy przed ogromną restauracją. Harry zaprowadził mnie na górę. Widok jaki zastałam sprawił, że moje policzki zrobiły się mokre. 
                                                          ******************************************************
Podoba Ci się ? = komentarz

Krótki, ale dodałam wcześniej. ;)
To mój ostatni tydzień ferii, więc raczej następny rozdział będzie za tydzień. :)

Zapraszam na  rozdział Angel  ;)

Duuużo komentarzy = next ;)

8 komentarzy: